MIT OBALONY, W CHOROBIE

Weganizm lekarstwem na zaburzenia odżywiania?

 

 

WEGANIZM. KOLEJNE ZABURZENIE.

Łatwo postawić jednoznaczną diagnozę. Dieta roślinna to najlepsze lekarstwo na zaburzenia odżywiania… Jeszcze prościej dokonać krzywdzące oceny, że weganizm jest kolejnym odchyłem od normy. To przecież ponowne wydziwianie! Dla przeciętnego obserwatora wygląda na kolejne ograniczenia. Tym razem z produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie różni się to przecież niczym szczególnym od wcześniejszych zachować. Była już rezygnacja ze słodyczy, frytek, chipsów, tłustych sosów, panierek, olejów, cukru, soli… kalorii.. Można by tak wymieniać bez końca. Czym miałoby się to różnić od rezygnacji z mleka, mięsa, nabiału i jaj?
Powiem Wam, że przyglądam się temu problemowi od dawna. Z jednej strony z perspektywy osoby, która swego czasu sama mocno wiele produktów ograniczała. W imię szczupłej sylwetki oczywiście. A może w imię chorej mody (!)? Z drugiej strony patrzę teraz na to oczami moich pacjentek, jako dietetyk roślinny.

 

IDEOLOGIA A „ZDROWA” POTRZEBA KONTROLI

Dostrzegam wyraźną, pewnie dla niektórych niezauważalną granicę, między pobudkami ideologicznymi a zdrowotnymi.

Wybór roślinnego sposobu odżywiania może wynikać z niezgody, na to jak okrutny jest świat. I to mocno do mnie przemawia (takim nieskoncentrowanym tylko na sobie pacjentom wróżę świetlaną przyszłość).

Nie jest tajemnicą, że osoby borykające się z anoreksją, bulimią czy kompulsywnym objadaniem się, są zazwyczaj jednostkami bardzo wrażliwymi. Często silniej widzą niesprawiedliwości świata i doszukują się głębszego sensu praw, jakimi się rządzi. Skoro nie mogą i nie chcą zniszczyć swojego życia, a nadal czują się niekomfortowo w pełnym nienawiści otoczeniu, to naturalnie angażują się w działania mogące je uzdrowić.

Ideologia weganizmu jest ciężka. Nie sądzę, żeby pouczanie kogoś, czy postępuje dobrze czy źle, jest właściwym kierunkiem rozmowy, zwłaszcza w nieprzekonanym towarzystwie. Nie mniej, odnoszę wrażenie, że gdzieś „wyżej” (w mięsnym biznesie) panują bezwzględne zasady i nieustannie trzymana jest tam piecza nad tym, aby wszystko kręciły się w najlepsze! Przybiera to coraz większe rozmiary, bez względu na postęp w myśleniu i funkcjonowaniu społeczeństwa, któremu produkty te nie są już wcale niezbędne do przeżycia. Biznes? No właśnie, czy hodowla zwierząt, która stała się niewyobrażalną, fabryczną produkcją jest czymś, z czym może pogodzić się osoba wrażliwa?  Nie sądzę.

 

DIETA ROŚLINNA. LEKARSTWO DLA OTOCZENIA.

Niestety często poglądy i ideologia mieszają się z pobudkami zdrowotnymi (chęcią wyleczenia się z anoreksji, bulimii czy kompulsywnego objadania się = chęcią kontroli). W przypadku osoby „bez przeszłości”, wszyscy są przekonani, że przejście na dietę roślinną to po prostu próba dbałości o zdrowie i środowisko (super!) czy szybkiego schudnięcia (o zgrozo! Bardzo złe pobudki.). Natomiast u dziewczyn – np. po lub w trakcie leczenia anoreksji, weganizm nie jest już tak akceptowalny i uzasadniony. A czasem warto wgłębić się w profil psychologiczny danej osoby. Czy to psychiczne cierpienie, którego często doświadcza na co dzień, nie przekłada się czasem na silniejsze współodczuwanie wobec innych istot na naszej planecie?

W mojej głowie klaruje się właśnie taki wielowymiarowy obraz osoby po lub w trakcie zaburzeń odżywiania, w którym na pierwszy plan wybija się świadomość i niezgoda na to, jak bezmyślna i nieludzka jest hodowla zwierząt, pozyskiwanie mleka czy jaj, a dopiero gdzieś w oddali jest dana osoba i jej ego, które nie jeden jeszcze raz będzie pchać ku zaburzeniom. Bezskutecznie, jeśli pobudki przyjmą tę kolejność.
Takie rozumowanie jest dla mnie na tę chwilę najbardziej logiczne.

Pozostawię Ci chwilę na przemyślenia.

Czy Twój weganizm jest podświadomie (kolejną) próbą samouzdrawiania czy może czujesz, że dieta roślinna ma głębszy sens i znaczenie dla świata?

 

 

BĄDŹMY W KONTAKCIE !

Wskakuj na Facebook oraz Instagram.

Komentuj i dziel się ze światem.

Twoja obecność z pewnością przyczyni się do nie jednego uśmiechu na mojej twarzy!

Previous Post Next Post

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply Marta z Mikrożycie Styczeń 19, 2018 at 7:33 pm

    Bardzo ciekawe podejście do tematu – a jest mi bliski, bo kiedyś widziałam siebie jako psychologa-terapeutę zaburzeń odżywiania. Masz rację, że jakiekolwiek zmiany w zakresie żywienia u osób z ED lub wychodzących z nich są traktowane podejrzliwie przez otoczenie… Podoba mi się to, jak zwracasz uwagę na wrażliwość takich osób, sama nigdy na to nie wpadłam a to przecież bardzo prawdziwe. 🙂 Poza tym dieta wegańska jest zdrowa, a po długim okresie, w trakcie którego zdrowie cierpiało można chcieć podarować swojemu ciału coś bardzo dobrego – jak na przykład zdrowa i smaczna dieta. To pewien sposób zadośćuczynienia, prawda? 🙂

    • Reply Agnieszka Styczeń 20, 2018 at 9:17 am

      Dziękuję ❤ może jeszcze przemyślisz temat psychologa od ED? BARDZO potrzebowałabym takiego zaufanego wsparcia dla moich pacjentek. Oczywiście żartuję z tym przekonywaniem Cię . Wiem, że to ciężki kawałek chleba. A to zadośćuczynienie to zdecydowanie to! Dobrze, że jest coraz większa świadomość, pojawia się coraz więcej roślinnych produktów, które usprawniają i urozmaicają dietę. Zdrowie jest dosłownie na wyciągnięcie ręki .

  • Reply BogusiaM Styczeń 21, 2018 at 7:11 pm

    Niestety sama jem roślinie bez wykluczenia ryb i jaj z pobudek zdrowotnych. Ale sama zauważam w sobie destrukcyjne zachowania i sobie nieraz myślę, że o jedzeniu myślę zbyt wiele. Co można by już podciągnąć pod zaburzenia żywienia, bo to jest „chore” by cały dzień myśleć, o tym co zjeść można, a czego nie, a co zdrowe, a co nie itd. Niestety…

  • Reply Agnieszka Styczeń 22, 2018 at 8:40 am

    Ehhh niestety wiele kobiet ma z tym problem i muszę Ci przyznać, że zważając na moją pracę również myślę o jedzeniu zdecydowanie za dużo. Jednak gdy przeginam staram się skupić na chwili obecnej i przetłumaczyć sobie, że mój sposób odżywiania jest 1000 razy zdrowszy niż nie jednej osoby. Za dużo się porównujemy :(. A przecież każdy ma swoją ścieżkę i tak naprawdę Twój organizm wie najlepiej co Ci służy. Wierzę, że dasz radę zawalczyć z tymi myślami! <3

  • Reply Marzena Maj 29, 2018 at 8:04 pm

    Agnieszko, bardzo profesjonalny blog! Jestem z Ciebie dumna. Piękne zdjęcia i ciekawe wpisy. Jestem pod wrażeniem!
    Pozdrawiam, koleżanka ze studiów

    • Reply Agnieszka Maj 30, 2018 at 9:56 am

      Dziękuję Marzenka. To Ty pierwsza we mnie wierzyłaś na studiach 🙂 serce dla Ciebie!

      • Reply Marzena Czerwiec 1, 2018 at 4:13 pm

        <3 serce powraca do Ciebie : ) Ja pierwsza? Co dokładnie masz na myśli 😀 Mam nadzieję, że ta wiara była wzmacniająca. Nadal wierzę w Twoją moc!

        • Reply Agnieszka Czerwiec 4, 2018 at 8:10 am

          Powiedziałaś mi kiedyś, że mam w sobie pasję do dietetyki, jakiej nie widzisz u nikogo innego z naszego roku 🙂 Dziękuję 🙂

          • Marzena Czerwiec 10, 2018 at 11:21 pm

            To fakt! Dzięki za przypomnienie 😀 Wiesz, teraz wierzę w potencjał wielu osób z naszego roku, wiele z nich się rozkręciła podczas studiów i wiem, że daleko zajdą-Ty też. Wpadnij kiedyś do Niemiec, tutaj jest mnóstwo restauracji wegańskich-zwłaszcza w Berlinie. W Dreźnie też jest wystarczająco dużo, ale Berlin bliżej Poznania. Ja pod koniec czerwca wpadam do Poznania, tęsknię za tym miastem i dość regularnie tam wpadam. Zawsze jestem w Mixturze na burgerze i czasem też w Kwietnej na herbacie : ) Pozdrawiam

    Leave a Reply