fbpx

O MNIE/KONTAKT

Miło Cię widzieć na moim blogu

Tu Agnieszka Pietrzyk – pasjonatka zrównoważonego stylu życia i magister dietetyki

 

Jaki ze mnie dietetyk po studiach? Niezwykły, bo nadal z pasją do działania. Obserwując realia w polskich szpitalach (codziennie mięso w menu pacjentów, z wyjątkiem wegetariańskich piątków, kiedy to serwowano na obiad np. pszenne kluski/naleśniki z serem i sosem budyniowym!), mogłabym łatwo popaść w marazm. Czemu szczególnie potrzebujący dobrego, kolorowego, pełnego witamin i minerałów odżywiania schorowani ludzie, dostają tak oszukane posiłki, które z czystym sumieniem można nazwać jedynie zapychaczami? Oczywiście potrzebne są pieniądze. Poważne zmiany systemowe są nieuchronne, ale czy nadejdą? Doświadczenie studenckich praktyk dało mi ogromne poczucie beznadziei. Na szczęście upór barana popchnął mnie do założenia bloga. Z jednej strony wiem, że jestem jak kropla w morzu, z drugiej wierzę, że szerzenie wiedzy na temat tego, jak fantastycznym i tanim lekarstwem (profilaktyką) może być roślinne pożywienie, jest ważne. I choć na przestrzeni lat widzę olbrzymi postęp w pozytywnym postrzeganiu „diety” wegańskiej i np. wypuszczaniu roślinnych produktów przez mięsnych producentów, to nadal czasem mam wątpliwości. Czy pełen konsumpcjonizmu świat jest gotów na zmianę głównego źródła pozyskiwania energii (mięso na rośliny) – skutecznie, na zawsze i w znaczącym procencie? Pomimo chwil zwątpienia, nauka daje mi jednoznaczne przesłanki ku temu, żebym nie rezygnowała ze swoich przekonań. Najskuteczniejszym sposobem na zmniejszenie zachorowalności na choroby cywilizacyjne oraz ograniczenie postępu w ocieplaniu się klimatu, jest właśnie promowane roślinnego odżywiania, co staram się robić od dobrych paru lat.

 

Jest ułamek prawdy w tym, że osoby, które wiążą swoje życie zawodowe z pasją do zdrowego odżywiania, mają jakieś mocne doświadczenia z przeszłości, które zainspirowały je do pomagania innym. Czasem, choć nie zawsze, dietetycy uwielbiają sam proces gotowania, wymyślania i przekładania tego na własne przepisy, co jest akurat stuprocentowym odzwierciedleniem mojej sytuacji. Ten kreatywny flow w kuchni jest czymś nie do opisania! A jeszcze lepsza jest sama konsumpcja i możliwość podzielenia się z Wami moimi małymi kulinarnymi sukcesami w postaci przepisów na blogu, które choć bez mięsa i nabiału, to nadal pełne smaku. No i oczywiście zdrowe. Bo o to, jako dietetyk dbam bardzo, ale nie obsesyjnie. Zrównoważona „dieta” to według mnie nie dieta (rozumiana, jako trudne do przestrzegania ograniczenia, które trzyma się przez jakiś czas) – to rozsądne zarządzanie swoimi podstawowymi potrzebami, gdzie znajdzie się miejsce zarówno na wyjątkowo zdrowe, przygotowywane w domu posiłki, jak również szalone kolacje ze znajomymi na mieście.

 

Nie jestem pewna, czy sprawdziłabym się, jako typowa blogerka kulinarna. Bardzo szanuję ich pracę, jednak sama czuję potrzebę przestrzeni także na odkrycia niekulinarne. Lubię swoją dietetyczną pracę z podopiecznymi i to fajne uczucie, kiedy wiem, jak substancje chemiczne z żywności są w stanie pozytywnie wpływać na nasze zdrowie i kiedy mogę tę wiedzę przekazywać. Nieprzecenionym elementem zrównoważonego stylu życia jest dla mnie również aktywność fizyczna, obserwacja swojego organizmu (w zależności od pory roku, sytuacji prywatnej/zawodowej, u kobiet – w zgodzie z cyklem miesiączkowym) oraz zdrowie mentalne. Dzięki bieganiu przekonałam się, jakie olbrzymie pokłady energii mam w sobie. Sądzę, że każdy z nas, kto doświadczył tego uczucia, wie, że budowanie zdrowych nawyków żywieniowych jest znacznie prostsze z wykorzystaniem energii pozyskanej z ruchu. Paradoks, który działa. Zmuszanie do wyczynowych treningów i ekstremalnie zdrowej diety nie jest moim zamiarem. Myślę, że każdy w swoim życiu potrzebuje czasu na doświadczenie siebie i sprawdzenie swoich możliwości. Ja na przykład miałam szansę na dokonanie tego poprzez bieganie. Czuję jednak, że od momentu założenia bloga, zmieniły się moje priorytety i podejście do tej aktywności. Bieganie na zawsze będzie w moim sercu, ale już nie na poziomie wielkich ambicji i planów na samorozwój. Myślę, że na ten czas osiągnęłam, co miałam osiągnąć. Bicie rekordów życiowych wymaga olbrzymiego zaangażowania i nie chcę się poświęcać. Stąd też mam wrażenie, że nazwa bloga Biegiem do Lodówki, straciła nieco na aktualności. Interpretacji jest oczywiście wiele, ale chciałabym jasno zaznaczyć, że blog nie jest skierowany tylko do osób biegających, czy szaleńczo zaangażowanych w różnego rodzaju ćwiczenia fizyczne. Nie planuje już relacji z zawodów biegowych, co mam nadzieję nie zasmuci bardzo wielu moich czytelników. Być może pojawią się jakieś relacje z wyjazdów z jogą. Wróciłam bowiem do korzeni. Więcej wysiłku, bez wysiłku, czyli zrównoważony ruch w jodze, odrobina biegania oraz możliwość pobycia ze swoimi myślami w medytacji, dają mi na ten moment najwięcej energii do działania. Wiąże się z tym też większa akceptacja otaczającego mnie świata.

 

Głęboko wierzę, że każdy z nas ma przypisany sobie najzdrowszy typ budowy i usilne dążenie do zmienienia niezmiennego (np. transformacja gruszki w jabłko czy dążenie do BMI na granicy zdrowia) jest, jak walka z wiatrakami. Dlatego też moja pomoc dietetyczna skupia się na wzmacnianiu tego co dobre u innych i budowaniu zdrowych nawyków żywieniowych, które sprawiają, że czujemy się ze sobą lepiej. Satysfakcja z umiejętności przygotowania własnych posiłków i dobrej organizacji, jest nieprzeceniona, a ja pomagam w tym najlepiej, jak potrafię.

 

Jak wspomniałam na wstępie, ukończyłam studia licencjackie i magisterskie na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Oznacza to, że posiadam pełne kwalifikacje do prowadzenia pacjentów z różnymi schorzeniami, od chorób układu sercowo-naczyniowego, poprzez zaburzenia gospodarki węglowodanowej (cukrzyca typu I, II, insulinooporność), zaburzenia odżywiania, kończąc na szczególnie powszechnych i często „przerabianych” w mojej codziennej praktyce pacjentów z niedoczynnością tarczycy czy chorobą Hashimoto. Ze względu na to, iż dieta roślinna jest jak najbardziej rekomendowana dla kobiet ciężarnych i karmiących, podejmuję się także takiej współpracy.

Doceniam wiedzę innych, dlatego uczestniczę w konferencjach, warsztatach webinarach, kursach, tych dietetycznych, jak również związanych z aktywnością fizyczną. Wreszcie, przekładam teorię na praktykę – tworząc plany żywieniowe oraz przeprowadzając konsultacje dietetyczne.

 

Od września 2019 roku współpracuję ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki przy kampanii Veganchallenge. Wspieram także akcję #DietaDlaPlanety promującą ograniczenie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych, które to mają olbrzymi wpływ na ocieplenie klimatu (organizowaną przez Dominikę z Whowillsavetheplanet).

 

Przedstawiam kilka certyfikatów, które pokazują kierunki, jakie zainteresowały mnie w ostatnich latach:

 

Prywatnie właścicielka psa z poznańskiego schroniska, wielbicielka aromatycznych, roślinnych posiłków z różnych zakątków świata (uwielbiam curry!), najlepiej jedzonych w pięknych okolicznościach przyrody. Na co dzień stara się wybierać formy transportu, które sprzyjają środowisku, a przy okazji stanowią miłą odskocznię od siedzącego trybu pracy.

Zapraszam Cię tutaj jak najczęściej. Bez względu na przekonania, jesteś mile widzianym gościem! 

 

 

Zapraszam do dyskusji, polubienia fanpage na FB i IG oraz współpracy.

Kontakt: biegiemdolodowki@gmail.com